No i zaczelo sie. 4 rano dyzurny biega po korytarzu i dzwoni gongiem. W pierwszy dzien pobudka o takiej porze to wyzwanie. Ale nic - wstajemy , myjemy sie i udajemy sie do sali medytacyjnej. Gdyby ktos o tej porze wstal i ogladal ten "pochod" zaspanych, przygarbionych ludzi ktorzy powolutku snuja sie w jednym kierunku to bym mial niezly ubaw :)
W sali medytacyjnej dostajemy instrukcje co mamy robic. Opisze te szczegoly w nastepnych postach dokladnie.
Kazdy nowy , przez pierwsza godzine wynajduje sobie wygodna pozycje do medytacji, wiec na sali troche szumu, nie mozna sie skupic.
Ale po pewnym czasie wszystko cichnie, siedzimy z zamknietymi oczami starajac sie odgonic natlok mysli i skupic sie na obserwowaniu swojego oddechu. Jest bardzo trudno bo nienaturalna pozycja daje znac o sobie bolem, dretwieniem. W glowie tlocza sie tysiace natretnych mysli. Im bardziej staram sie je odgonic - tym jest ich wiecej i wiecej. Jednak wiem ze na poczatku tak bedzie, ze trzeba cierpliwosci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz