1 dzien - zjezdzaja sie uczestnicy. Deponuje sie telefony, ksiazki itp wszystko co moze zakłócać umysl. Cale 10 dni kursu nie mozna kontaktowac sie ze swiatem ani nawet z innymi uczestnikami kursu. Otrzymujemy miejsca w kilkuosobowych pokojach, instrukcje, plan dnia ktory troszke niepokoi - pobudka o 4 rano , medytacja, sniadanie o 6 , medytacja, obiad o 11, medytacja, 17 herbata i owoce, medytacja, wyklad i 21.30 spanie. Codziennie ten sam uklad dnia. Od razu mowie - ze zupelnie do zaakceptowania juz na drugi dzien. Organizm szybko sie przestawia na ten dosc rygorystyczny plan dnia. Czytajacy w tej chwili moga sobie pomyslec ze sa to jakies dziwne praktyki - chce wyjasnic ze na poczatku sam mialem uprzedzenia i obawy, tym bardziej ze jestem ateista i przyszedlem na ten kurs naprawde z ciekawosci no i z pewnymi oczekiwaniami.
Moje oczekiwania ? Hmm Potrzebowalem na pewno sie wyciszyc, nabrac wewnetrznego spokoju ktory by pozwolil mi na normalne funkcjonowanie. Potrzebowalem tez odpowiedzi na pare pytac ktore wciaz sobie zadawalem, bo jak kazdy statystyczny czlowiek mialem czasem metlik w glowie. "czemu tak sie dzieje" , "co ja mam z tym zrobic" , "czego mi naprawde potrzeba" , "jaka mam wybrac droge" i wiele innych tego typu pytan. Znacie to ?
Taaak - kazdy ma swoje watpliwosci, swoje ukryte oczekiwania, niespelnione marzenia, obawy, lęki. Dlatego wlasnie tam sie znalazlem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz